Lesij
Z GW Wiki
- Ostrożnie! To bardzo cenne! – Krzyknął panicznie lichy jegomość z brylami na nosie. Typowy uczony. Na wzmiankę o cenności oczy poszukiwaczy błysnęły zachłannie. To jednak był ich zleceniodawca, więc oddali wyszperany kuferek. Teraz jednak baczniej mu się przyglądali. Niemal na bezdechu obserwowali jak uczony otwiera go z bojaźnią, nawet mrok i dziwna trwoga płynąca z ruin starej wieży przyćmiona została i przestali zwracać nań uwagę. Jakie było ich rozczarowanie, gdy miast spodziewanych rubinów, diamentów i innych klejnotów okularnik wyciągnął starą zakurzoną księgę. Rozczarowanie tym większe, że spod jego szkiełek błyszczały jeszcze bardziej niż wcześniej zachwycone oczy. To już niemal dobiło biednych prostaczków. Jak można uważać parę podgniłych kartek za skarb. Uczeni to jednak dziwne istoty. Wariaci? Ten niespecjalnie zważając na cokolwiek innego otwarł księgę. Jego dłoń powędrowała od góry ku dołowi karty. Chłonął zachwyt. To było to! Księga, której od lat poszukiwał. Tak cenna, tak zapomniana. Ale wreszcie jest. Począł, więc.. czytać? Nie. On wręcz pożerał każdą literkę, trawił słowo po słowie, całe zdania, wchłaniał stronice, jedna po drugiej. I nie przestawał...
Jest rok 1250 VII ery Falathanu. Miesiąc trzeci.
Wiem, że cyfry te coś znaczą. Nie znam się na magii, nie znam się na gwiazdach. Czuję, że to coś znaczy. W świetle niedawnych zdarzeń utwierdzam się w przekonaniu. Za mą dociekliwość zostałem potępiony. Udręczone me sumienie. Spisuję swe odkrycia zanim postradam życie a praca mego żywota popadnie w zapomnienie wespół z mym imieniem. Jeśli czytasz to, tedy strzeż się. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdą...
Nie zdradzę ci mego imienia. Nie chcę by było przeklęte. Magia jest potężna. Gdybyś je poznał również staniesz się przeklęty. Strzeż się. Zakon upada. Zatracił swą dawną światłość i szlachetność. Byłem niegdyś tam kronikarzem. Niedawno wydalono mnie. Podważono autorytet, wyśmiano wśród ludu za to, czego dociekałem dowieść. Jestem wygnańcem. Ktoś nad tym czuwa. Ktoś ukrywa tajemnicę. Czuję, że mnie obserwują. Piszę w tajemnicy. Już czas...
Gdym był młodym adeptem poruszały mnie bajdy i legendy, mity. Bibliotekarze bacznie czuwali nad moją fascynacją usilnie próbując wmówić, że wszystko to fikcja. Wymysły ludu i wybujała fantazja. Byłbym skłonny popaść w to kłamstwo gdyby nie ich podejrzana stanowczość wedle jednej kwestii. Mianowicie Leśnego Dziada. Albowiem tak się zwał najczęściej.
Wiele lat spędziłem na tajemnych studiach, rozmowach z lokalną starszyzną tu na miejscu lub na Misji Zakonu. Zgłębiałem folklor, wsłuchiwałem się bacznie w liczne opowiadania bardów. Słuchałem jak matki straszą dzieci by szły spać, oglądałem malowidła ludowe, historyczne. Spędziłem wiele lat na poszukiwaniach osobiście pośród lasów. Dociekałem, pozwiązywałem fakty, sprawdzałem. Drobnymi kroczkami zbierałem informacje przez cały swój żywot, teraz chce je zapisać... i brakuje mi czasu.
Leśny Dziad ku memu zdziwieniu był mocno wgryziony w historię. Przesłanki o nim sięgają najstarszych legend. Nigdzie jednak nie ma wzmianki skąd się wziął. Nazywano go różnie Leśnym Dziadem, Strażnikiem Puszczy, Pasterzem, Najstarszym, Zjawą, Kol Kubru co w orczym języku znaczy Mściciel Drzew. Nazywano go też Szarym Wędrowcem, bajdy chłopskie mylnie zwą go Licho, w opowieściach elfich go ‘Odwieczny Duchem Lasu’. W krasnoludzkich podaniach niewiele o nim mowy. Lud ten zamknięty w swoich podziemnych miastach nie miał specjalnie okazji, aby się zeń spotkać podobna sprawa tyczy się koboldów. Najweselszą nazwą cieszy się wśród społeczności Hobbickiej. Ci malcy zwykli do niego mówić zwyczajnie Dziadunio lub Grzybunio, co jak udało mi się ustalić jest połączeniem słowa ‘Dziadunio; oraz ‘Grzyb’.
Ciekawym jest fakt, że Leśny Dziad postrzegany jest przez poszczególne rasy tak jak ogólnie postrzega się te rasy. Dla ludzi jest starym dziwakiem z lasu, dla elfów wiekowa personą budzącą niekiedy strach, ale zawsze szacunek, orkowie lękają się go a Hobbici uważają za dobroduszną istotę prostą jak one same. Mimo jednak pewnych różnic można powiedzieć kilka o nim rzeczy na pewno. Leśny Dziad jest mężczyzną. Jest bardzo stary. Niektórzy widzą go jako starca z długą siwą brodą i laską przemierzającego leśne ścieżyny. Inni dodają, iż jego włosy są pomierzwione, siwe a jego broda powykręcana na wszystkie strony, ma grzyba na nosie i kurzajki na policzkach, zęby pokryte glonami a szata jego pozieleniałą jest. Chodzą słuchy, że potrafi zastygnąć w miejscu i przybrać kształt drzewa lub jakiegoś spróchniałego pieńka. Powiadają, że właśnie spróchniałe pieńki mu najlepiej wychodzą. Jest bezwzględnym strażnikiem lasu. Jeśli jesteś osobą szanującą las i jego harmonię tedy gdyby przyszło Ci go spotkać nie musisz się go obawiać. Wtedy jest miłym, nieco zwariowanym, ale wciąż dobrodusznym staruszkiem jak postrzegają go ludy Hobbickie. Jeśli jednak jesteś wrogiem tego, co zielone spotkasz go jako okrutnika, wściekłego szaleńca, który nie zawaha się by cię wypędzić z kniei wszelkimi dostępnymi metodami. A zna ich wiele. Najlepiej przekonali się o tym orkowie którzy nie bez przyczyny zwą go Mścicielem. Kiedy obaczysz, że jakiś żywo biegnący dziad chwacko wymachujący kostuchem leci prosto na ciebie i wykrzykuje coś głosem tak silnym jakby młodzik, jaki weń siedział tedy zwiewaj, co tchu poza las. Jednak, jeśli spotkasz lichego przygarbionego staruszka, który podchodzi do każdego drzewa, głaszcze je po korze i uśmiecha się, od którego żadne zwierzę nie ucieka a lgnie niczym do matki tedy zachowaj spokój i nie uchyb leśnym prawom a być może i z tobą porozmawia i opowie ci jedną z wielu historii swego życia.
Tylko mogę domniemywać, że Leśny Dziad jest jakby druidem. Wiele cech na to wskazuje. Ale korci mnie by powiedzieć, że to druidzi są jakby Leśnym Dziadem. Żyją na jego podobieństwo i wedle podobnych mu zasad, ale wciąż są zżyci z cywilizacją. On jednak w ogóle. Choć czasem tego nie widać to jednak musi w nim drzemać ogromna siła magiczna. Inaczej nie byłby w stanie przemieniać się ze zniedołężniałego starca w mocarnego chwata. Poza tym nie mógłby żyć tak długo. Jakby się uprzeć to przypomina nieco człowieka, tyle, że istnieje być może dłużej niż gatunek ludzki a może nawet i elfi. Kocha las ponad wszystko, bo las to on a on to las. Uzupełniają się nawzajem. Nie znajdziesz lepszego strażnika dziczy niż on.
W swoich poszukiwaniach natknąłem się na pewną opowieść barda, która nieco głębiej traktuje o tym ekscentryku. W większości występuje on epizodycznie, a czasem jedynie jako szept lasu, figiel wiatru czy nawet złuda jutrzenki. Dziś już niestety nie pamiętam jak ów bard miał na imię. Jego opowieść wyglądała mniej więcej tak.
...i dzielny rycerz z klasztoru róży wiatrów gnał na przełaj na swym wielkim rumaku, aby uwolnić porwaną księżniczkę. Pędził oszalały zgryzotą i zdjęty trwogą o życie tej kruchej ptaszyny. Nastała noc, lecz on nie zwalniał swego pościgu. Dopiero blask księżyca przebudził go z szaleństwa i pomyślał o prawie zamęczonym wierzchowcu, który wyglądał bliżej połamanej habety niż bojowego rumaka. Dopadł ściany lasu i weń rozbił obóz, co by noc przeczekać. Nieopodal strumyk jak czas czasem jak wiek wiekiem tak i on niezachwianie płynął sobie spokojnie. Rychło z samego rańca rycerz zerwał się na nogi, przegryzł cosik i wody się napił a potem za potrzebą w krzaczory czmychnął. Gdy skończył i już miał zwijać interes wtem jakby spod ziemi wyrósł Dziad Leśny. Siwa broda, lekko pochylona postawa, przerzedzone kłaki, toga nieco postrzępiona i zielonkawa, w kieszeniach miał wystające pnącza i robala za uchem. W ręku trzymał kostur drewniany a wyświechtany że pewnikiem kilkanaście lat już łaził z dziadem po lasach. Starzec, choć na barda nie wyglądał tedy doskonale się orientował gdzie fujarki szukać i tak jak się pojawił tak zdzielił rycerskość rycerza niemiłosiernie. Ów cóż miał czynić, jeno pisknął żałośnie a takim udręczonym głosem, że aż żal za serce chwytał. Dziad jednak nie miał serca dla tego nieszczęśnika. Rycerz spojrzał z wyrzutem w oczy Dziada przezornie chroniąc dłońmi swoje klejnoty rodzinne. Dzielny rumak zarżał przeciągle, jakby drwiąco. Rycerz poczuł się upokorzony. Nawet koń go wyśmiał. ‘Ojj biada mi i mej lubej, po cóż mi ją ratować, gdy ze związku tego nic się nie urodzi przez tego oto Dziada Leśnego’ – pomyślał rycerz. W odpowiedzi gniewem wybuchł starzec. - Ojj ty okrutniku, łachudro i niewdzięczniku. Tyle w tobie rycerskości, co w psiej rzyci zapachu fiołków o poranku i jeszcze śmiesz szczać na moich przyjaciół! Zakuty łeb, albowiem tak się poczuł rycerz, gdy mu przyłbica na oczy zaszła, pomyślał, że Dziad czyta w jego myślach i zatrwożył się niezmiernie, a dopiero teraz spostrzegł, że całkiem olał mrowisko u sowich stóp. W myślach począł przepraszać. Dziad jednak nie był skory do ustępstw. - A ty tępa głowo. Ciekawe jak tobie by było miło gdyby ktoś ci takie zło wyrządził.- rzekł ostro a rycerz w bojaźni i truchlejąc zaczął myśleć nad tymi słowami i bać się jakąż to kara nań spadnie. W odpowiedzi na to staruszek podszedł doń i mijając zrobił dokładnie siedem kroków, potem wbił kostur swój w ziemię i wzniósł ręce w górę. Odwrócił się i uśmiechnął ukazując wszystkie trzy zęby. To był jeno przedsmak grozy. W silnym skupieniu dziadowi na czole wyskoczył jakby grzyb i nagle stało się. Gęsta maź trysnęła rześko z góry wprost na zakuty łeb. Całkowicie zalany padł bez czucia na ziemię z opuszczonymi do połowy portkami. Widok częsty w szanujących się karczmach, ale nie w lesie. Upadł tak niefortunnie, że nieopodal mrowiska. Małe insekty uradowane wspięły się po pasku by gryźć, bo w przyrodze nie odmawia się odwetu. Dziad tymczasem dobył z kieszonki listków parę, zawinął w bibułeczke z kieszeni drugiej i zapalił. Za trzecim wdechem uśmiechnął się, podszedł do konia i uwolnił go z uzdy i siodła. Nożykiem z juków rycerza wyrył na skórze siodła tajemniczy napis. „SZANUJ ZIELEŃ”. Tymczasem księżniczka...
Tak, jeśli pamięć mnie nie myli tak właśnie ta rubaszna opowieść brzmiała. Reszta jest nieistotna wiec w dzieje księżniczki Nieocalonej i rycerza o przydomku Zakuty Łeb zagłębiać się nie trzeba.
W swej podróży natknąłem się kiedyś na pewną rodzinę, w której matka miała dość ciekawe pogróżki. Mianowicie straszyła swe dzieci w ten sposób
‘Idź spać, bo cię leśne dziady porwą’ lub ‘Jedz ino żwawo, bo zaro dziad przylizie’. Kiedy zaciekawiony tym zjawiskiem zapytałem się skąd kobiecina zna takie pogróżki rzekła iż jej matka takoż jej za dziecka wmawiała. Szczęściem seniorka była w tej samej chacie. Niestety rzekła mi toż samo, ale jej matka dawno gryzła piach spodziewam się jednak, że powiedziałaby mi dokładnie to samo, co dwie poprzednie. Kto wie jak głęboko zakorzenione są te wiejskie powiedzonka. Taki już urok prostego ludu.
Znalazłem swego czasu też pewną mapę potencjalnie mapę skarbu. W ogólnych wskazówkach była wzmianka o sercu lasu.
... i dotrzesz do dziewięciu kamieni w kręg zaklętych. Ujdziesz kawał od nich równy krokom stu i dotrzesz do wielkiego jesionu. Konar jego wskaże ci drogę. Bacz jednak za Strażnikiem, chytra niczym lis ta bestia a niepozorna niczym ryjówka. Gdy szczęście ci dopisze dotrzesz...
Wyszperałem kiedyś też w starej bibliotece elfią legendę o wielkiej miłości pewnej elfiej pary gdzie dostrzegłem ewidentnie oznaki Leśnego Dziada.
...Tyndalin wespół ze swą ukochaną Uniriel pierzchli z Wierzbowego Grodu nad wodospadami Tęczowych Ptaków. Skłócone rody nie hołdowały tej miłości. Baczcie ojcowie byście swych córek i synów nie postradali z zawiści nie do ich szczęścia lecz rodzin. Cóż młódź winna starczej nienawiści? Teraz cierpieć będą wszyscy. Para kochanków opuściła pod osłoną nocy rodzinne swe ziemie, w których całe życie pod ochroną rodów przeżyła. Sami skazali się na wygnanie, tak dopada samodzielność. Znienacka i bez ostrzeżenia. Już w pierwszej chwili poczuli grozę. Tak oto pachnie wolność. By móc decydować o sobie musisz cały czas to robić. Nikt już o ciebie nie zadba. Bez koni, jeno o własnych nogach przemierzali kręte ścieżki lasu Oriona, najwspanialszej puszczy, jak mawiali ojcowie. W czymże skrywała się ta wspaniałość? Choć chłód dokuczał i obawy przed pościgiem to jednak knieja koiła nerwy i dawała nieco bezpieczeństwa. W pół nocy przystanęli znużeni. Niebo gwiazdami zalane nagie i nie skrywające się w chmurach dało im obraz siebie. Tak samo bezbronni, bez ochrony. Zdani tylko na łaskę puszczy. A puszcza, co raz da lubi odebrać. Dała im schronienie i bezpieczeństwo, ale teraz im to odebrać chciała. Oto posiedli się w skrytości drzew. Białowłosy Tyndalin i śnieżnolica Uniriel. Zrazu ryk posłyszeli a serce im zadygotało, zabiło ledwie dwakroć jeszcze, gdy z gawry zapieczętowanej skrycie wydobył się niedźwiedź. Wielki i potężny niczym tur lub turów dwa. Białowłosy osłonił piersią swą ukochaną, lecz jednym zamachem zmiótł lichą obronę leśny zwierz bardziej niż potwór niźli zwierzę zwyczajne. Tyndalin padł a niedźwiedź ciął pazurem przez zatrwożoną młódkę. Elf zdjęty trwogą i posilony gniewem zerwał się by odciągnąć bestię. Marny opór. Zwierz przewrócił go i przytrzymał na ziemi niczym kłodę drwa a ryk jego zagłuszał myśli i wypędzał resztki odwagi. Wtem niedźwiedź jakby zamarł. Tyndalin posłyszał szelest. A zaś kroki. Nie dał rady jednak dobyć z siebie tchu przygnieciony potężną łapą. Nagle obok zjawił się starzec. Siwą miał brodę i togę do ziemi a w ręku dzierżył kij wędrowny. Postawę jednak wyprostowaną miał, a oblicze pogodne. Jak gdyby nigdy nic pogłaskał bestię niczym pupila swego, szepną mu coś do ucha a zwierz ku zdziwieniu elfa odstąpił i wolnym krokiem wrócił do swej gawry. Starzec podał dłoń młodzieńcowi i podźwignął do góry z siłą, jakie by się u niego nie spodziewać, jakby sam był niedźwiedziem. Tyndalin skłonił się przybyszowi gdyż rozpoznał od razu weń Odwiecznego Ducha Lasu. Klęknął przed nim, lecz gdy spostrzegł swą ukochaną Uniriel leżącą bez ruchu strach przewyższył wszelki szacunek dla świętości. Podbiegł do niej i obaczył jak nieprzytomna leży. Uchodziło zeń życie. Oczami pełnymi nadziei spojrzał na Ducha Lasu. On uśmiechnął się dobrodusznie tak jak ojciec kochający i wzniósł ręce a z pobliskich drzew niczym węże ześlizgnęły się pnącza i owinęły nieszczęsną dziecinę. Błysnęło błękitne życiodajne światło nadziei. Zadziałała magia. Wkrótce pnącza odstąpiły a Uniriel otwarła oczy. Po potężnych ranach niedźwiedzia nie został ani ślad. Oboje kochanków dziękować poczęło i zaklinać się, iż dłużnikami są po wsze czasy. On jednak odparł tylko, że gdy nadejdzie czas spłacą swój dług. Nachylił się tedy i obojgu do ucha szepnął swe prawdziwe imię. Wypowiedziane w chwili potrzeby miało sprowadzić na pomoc Ducha Lasu. Odeszli wtedy w pokoju i z błogosławieństwem gdyż Duch Lasu szanował wszystko, co dobre i niewinne, a kochał cały las i tych, co zeń w harmonii żyli i praw jego nie łamali. To jednak był dopiero początek ich drogi. Krętej i zawiłej...
Z racji, że orcze opowieści są sprośne wulgarne i ciężko jest weń wyłuskać ziarno prawdy tedy nie przytoczę żadnej aczkolwiek obraz Leśnego Dziada jest weń ukazany skrajnie negatywnie.
Pośród wielu prób poszukiwań zawsze skończyło się na zawiedzionej nadziei. Jednak, gdy utraciłem wszystko, co było dla mnie ważne stało się coś, czego nigdy nie zapomnę. Spotkałem Go. A to raczej on spotkał mnie. Niespodziewanie gdym wcale go nie szukał. W rozpaczy siedziałem na polanie i plułem sobie w brodę za głupotę i utratę wszystkiego gdym zwątpił on wreszcie się pojawił. Niespodziewanie siadł koło mnie. Był zmęczony, jednak wesół. Wyglądał tak jak go opisywano. Prócz grzyba na czole. Jak gdyby nigdy nic zapytał się mnie. „co cię trapi”. Tak zaskoczony tym spotkaniem nie dałem rady wykrztusić słowa. On uśmiechnął się i mówił dalej. „Znam Cię, szukałeś mnie, lecz stojąc obok nie potrafiłeś dostrzec. Teraz dopiero widzisz naprawdę.” Wtedy zupełnie nie rozumiałem, o co mu chodziło teraz jednak wiem, iż dał mi do zrozumienia, iż Leśny Dziad to las. Wszystko w lesie to on a on jest wszystkim. Każde źdźbło trawy, każdy krzak, drzewo czy zwierze dzierżyło cząstkę jego osoby. W końcu się przemogłem i rozmawiałem. Rozmawialiśmy długo. Nie mogłem się powstrzymać. By nie zapytać „W co wierzysz?” Odpowiedział „ W Naturę, bo tylko w Naturze można pokładać prawdziwą wiarę.”. Zadałem wiec kolejne pytanie. „Skąd jesteś, skąd się wziąłeś na tej ziemi.” Odparł równie spokojnym głosem. „Przybyłem z pierwszą siewką buku.” Po tym odszedł a mnie zostawił z zapytaniem. Moje życie dobiega kresu. Czuję, że jest już pełne, czuję się spełniony, mimo ostatnich pytań zrealizowałem swój cel. Teraz niechaj ktoś inny znajdzie odpowiedź na te pytania. Dowiodłem istnienia Leśnego Dziada, żyje i ma się dobrze tak jak jego las, który strzeże. Nie wiem czy naprawdę żyje od zarania dziejów czy jest jednym tylko z wielu Leśnych Dziadów, ale skoro tak to czy są Leśne Baby? Może to Driady? Albo ktoś im podobny. Odkrycie tego jednak pozostawiam w gestii mego spadkobiercy. Niechaj krąg czasu zatoczy koło, niechaj czas strawi me kości a imię me z mym przekleństwem zaginie jednak pozostawiam temu światu znak mego istnienia, cząstkę mego życia. Być może po drugiej stronie znajdę odpowiedzi... być może.
Uczonemu, gdy czytał zadrźała ręka. Wzruszył się. Zamknął księgę i przycisnął ją do serca. Jeno niedosłyszalny szept padł z jego ust. -... tak... podejmę się... podźwignę i pociągnę dalej twe dzieło... ojcze..
Umiejętności Fabularne
Grzybolicość – Postaci gdy się skupia wyskakuje na twarzy grzybek. Jego barwa może zdradzić nad czym myśli. Czerwony grzybek oznacza złość, Żółty jakiś figiel, niebieski dobroduszny gest, to sprawia że innym łatwiej jest odczytać zamiary Lesija, przez co otrzymuje -10 do testów umiejętności takich jak Przekonywanie, Targowanie się.
Leśny kompan – Postać wzbudza zaufanie leśnych zwierząt, które nie rzadko lubi przemierzać knieję w jego towarzystwie. Nie uciekają odeń gdyż darzą go pełną akceptacją i zaufaniem. Lesij nie ma wpływu na poczynania zwierzęcia.
Strażnik Lasu – Celem Życiowym Leśnego Dziada jest strzeżenie lasu. Postać zna dobrze wszelkie leśne sekrety i może ich użyć w swej służbie. [+5 do Sztuki Przetrwania] Poza tym Lesij może przebywać poza lasem 1 dobę, każda następna doba poza naturalną przyrodą wymusza Rzut Obronny na Wolę, nieudany oznacza kumulatywną karę -5 do Wytrzymałości, a gdy ta spadnie do 0, Lesij umiera.
Przemiana w Krogulca – Postać wykorzystując walory ptaka może zbiec z miejsca zagrożenia lub szybko pokonać jakiś dystans, schować się lub niepostrzeżenie przekraść. Najefektywniej zdolność ta może być wykorzystywana w lesie i górach. Dobre opanowanie tej sztuki wymaga zdolności magicznych takich, jakie posiada mag. Istnieje też ryzyko, iż zbyt długie trwanie w formie zwierzęcej utrwali się i postać nie będzie wstanie wrócić do swej humanoidalnej formy. W najgorszych przypadkach może zatracić swoją świadomość i stać się zwykłym zwierzęciem. Bezpieczny czas w formie zwierzęcia trwa 3 godziny, każde kolejne 3 godziny wymuszają Rzut Obronny na Wolę, nieudany oznacza że postać pozostaje w postaci traci świadomość na czas przebyty w formie zwierzęcia a kontrolę nad nią przejmuje MG.
Rozmowa z Drzewami-Postać rozumie starodawny język drzew. Potrafi do nich zrozumiale przemówić oraz pojąć, co na to odpowiadają. Drzewa mają w zwyczaju tkwić długo w jednym miejscu. Umiejętność ta szczególnie przydatna by dowiedzieć się, co widziały, czego były świadkiem lub, co tkwi pod nimi. Wymaga jednak dużo czasu i cierpliwości. Nie wszystkie drzewa są rozmowne.
Leczenie Drzew-Postać poznała tajniki medycyny drzew. Potrafi wyleczyć drzewo z różnych przypadłości, jakie zagrażają mu. Nieodzowna jest tutaj magia gdyż bez niej nie sposób wiele zrobić. Wielkie wyzwanie dla maga posługującego się magią ziemi.
Chodzący Kostur – Leśny Dziad zawsze chodzi z kijem, jednak ma słabą pamięć i często go zapomina. Kij jednak sam pamięta o swoim panu i podąża za nim.
Zdziadziałość – Postać może dla niepoznaki być bardziej zdziadziałą niż zazwyczaj wtedy jego ciało jest bardziej przygarbione, włosy potargane oraz ma więcej zmarszczek i wygląda kilkakroć lichej niż na co dzień.
Pieńkozmieny - postać potrafi zastygnąć w miejscu i przybrać kształt drzewa lub jakiegoś spróchniałego pieńka
Proponowany podział AP :
- +3 Siła za 1 PZ
- +6 Zręczność za 1 PZ
- +8 Szybkość za 1 PZ
- +5 Wytrzymałość za 1 PZ
- +4 Inteligencja za 1 PZ
- +4 Siły Woli za 1 PZ
